Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alicja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alicja. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 maja 2017

Alfabet 2016 roku: K jak Kuba, cz. 4 - ostatnia.

Przyszła pora zakończyć moją kubańską opowieść i pożegnać się z wyspą jak wulkan gorącą. Minął prawie rok od tego wyjazdu, dużo się zdarzyło, niejedno nowe miejsce poznałam, ale wyjątkowość Kuby sprawia, że zajmuje ona w moich wspomnieniach szczególne miejsce. Jeśli będziecie mieć okazję tam polecieć, nie wahajcie się ani chwili. Kuba jest wyjątkowa.

Przystanek 9: Santiago de Cuba

Fidel wita w Santiago.


piątek, 5 maja 2017

Alfabet 2016 roku: K jak Kuba, część 3.

Witajcie,

Długo się nie widzieliśmy, ale wreszcie znalazłam (a raczej Mama znalazła) czas, żeby zabrać Was z Sancti Spiritus w dalszą podróż po Kubie. Ruszajmy więc bez zbędnych wstępów ;)

Przystanek 6: Camagüey

W drodze do Camagüey.


piątek, 30 września 2016

Alfabet 2016 roku: K jak Kuba. Część 2.

Mieszkańcy Kuby i Zanzibaru, choć żyją daleko od siebie, mają bardzo wiele wspólnego. Prowadzą proste życie, są pogodni, uśmiechnięci, nigdzie się nie spieszą, nie martwią się niczym, bo i po co. Hakuna matata. Po co się martwić. Jak nie dziś, to jutro. Jak nie teraz, to później. Jak nie tak, to inaczej ;)

A jak w tej restauracji w Trynidadzie dopadnie cię senność, to się po prostu zdrzemnij.


wtorek, 13 września 2016

Alfabet 2016 roku: K jak Kuba, wyspa jak wulkan gorąca. Część 1.

W dalekie podróże zazwyczaj wybieram się z pewnym zielonym smokiem, Diplodokiem. Na moje nieszczęście, tym razem zapomnieliśmy go spakować. Na moje szczęście mam cudowną ciocię, Asię, która skontaktowała się z właścicielami Diplodoka (studio HumanArk), a oni wspaniałomyślnie zgodzili się oddać w moje małe rączki drugi egzemplarz smoka. Teraz mogłam spokojnie wyruszyć w podróż.

Podróż ze smokiem Diplodokiem.


Usprawiedliwienie.

"Droga Pani..., Drogi Panie...,

Proszę usprawiedliwić nieobecność mojej córki, Alicji, na blogu w dniach 8 marca - 13 września 2016. Powodem jej nieobecności było... Było niejedno. Poczynając od przyrostu obowiązków Mamy Alicji (czyli moich) w pracy, poprzez przyrost obowiązków domowo-zawodowych Taty Alicji, aż po wzrost zapotrzebowań samej Alicji. Wszystko to wpłynęło negatywnie na jej frekwencję, ale mam nadzieję, że poniższe wytłumaczenie okoliczności tejże nieobecności zostanie przez Panią/Pana zrozumiane i zaakceptowane, a sama nieobecność wybaczona i zapomniana.

A teraz niech sama nieobecna się tłumaczy.

Z poważaniem,
Mama Alicji."

Alicja jaka jest każdy widzi.


poniedziałek, 7 marca 2016

Alfabet 2016 roku: I, C, A, N. Część 4.

Sentinelczycy - ten tajemniczy lud pierwotny wywodzący się z Andamanów i Nikobarów - zamieszkują wyspę (jakby inaczej) Sentinel Północny. Wyspa ma powierzchnię 72 km kwadratowych i zasiedla ją (według różnych szacunków) od 50 do 400 lub od 250 do 300 Sentinelczyków (nikt dokładnie nie wie). Sentinelczycy porozumiewają się językiem sentinel, którego nikt oprócz nich nie zna. Kontaktów ze światem zewnętrznym utrzymywać nie chcą (na obcych reagują wręcz agresywnie), nie interesuje ich nawet pomoc humanitarna. Oficjalnie ich wyspa wchodzi w skład terytorium Indii, w praktyce Sentinelczycy pozostawieni są sami sobie, tak jak tego sobie życzą, i nie są w żaden sposób kontrolowani. W sieci możecie znaleźć różne historie dotyczące prób kontaktu z nimi - według jednej z nich rybacy, którzy rozbili się u wybrzeży Sentinela Północnego, z(a)ginęli bez wieści. Sentinelczycy potrafią z łuków strzelać do samolotów. Wyobrażacie sobie więc jak bardzo nie chcą, aby świat zewnętrzny zakłócał im spokój.
Sentinelczycy nie są jedynym ludem pierwotnym zamieszkującym Andamany. Jest jeszcze kilka innych ciekawych plemion (Andamańczycy, Jarawa, Jangil, czy Onge). My na własne oczy mogliśmy zobaczyć przedstawicieli jednego z nich - Jarawańczyków. Niestety dowodów tego spotkania nie mamy żadnych, a było ku temu kilka powodów. O szczegółach przeczytacie poniżej.
Za czym kolejka ta stoi? Za bramą na drodze prowadzącej przez tereny plemienia Jarawa.


niedziela, 28 lutego 2016

Alfabet 2016 roku: I, C, A, N. Część 3.

W skład archipelagu Andamanów wchodzi 576 wysp, z czego zamieszkałych jest 26. Największymi i najbardziej zaludnionymi wyspami są Andaman Północny, Andaman Południowy, Andaman Środkowy i Mały Andaman. W archipelagu Nikobarów są jedynie 22 wyspy, z czego zamieszkałych jest 7. Wśród nich jest Wielki Nikobar, Mały Nikobar i Kar Nikobar. Około 90% procent ludności mieszka na Andamanach, pozostałe 10% wybrało Nikobary. 

A ludzi jest na wyspach w sumie ok. 380 tysięcy, co w porównaniu do Indii kontynentalnych (1,2 miliarda) jest kroplą w morzu. I sprawia, że Andamany są przyjaźniejsze, czystsze, zieleńsze i co najważniejsze - bezpieczniejsze. Miejscowi mówili nam niejednokrotnie, że u nich na Andamanach jest "zero crime" (zerowa przestępczość) i w nocy o północy można na spacer pójść, wrócić z niego cało i zdrowo i przynieść z powrotem wszystko, co się ze sobą wzięło. Spacerów o północy nie praktykowaliśmy, ale nie mieliśmy powodu im nie wierzyć :)

Zapraszam Was w kolejny etap naszych przygód na Andamanach.
Witamy na wyspie Neil.



niedziela, 21 lutego 2016

Alfabet 2016 roku: I, C, A, N. Część 2.

Lot z Chennai do Port Blair trwa jakieś 2 godziny. Możnaby pomyśleć, że to długo, zważywszy na to, że jest to lot krajowy. Można wybrać się też w tę podróż promem, z Chennai lub innego nadmorskiego miasta. Wtedy na miejsce dotrzecie po ok. 4 dniach. Wybór jest więc oczywisty (szczególnie, jeśli nie ma się zbyt wiele czasu). Polecieliśmy samolotem :)
Lotnisko im. Veera Savarkara w Port Blair jest międzynarodowe tylko z nazwy. Nie może wylądować tam żaden airbus czy większy boeing, bo całe lotnisko drży (sprawdzono to).


poniedziałek, 15 lutego 2016

Alfabet 2016 roku: I, C, A, N. Część 1.

Zdarzyło się to jakiś rok temu, kiedy Tatuś przypadkiem, gdzieś w sieci, wypatrzył tę nazwę. Nigdy wcześniej ani on ani Mamusia o nich nie słyszeli, nie słyszeli o nikim kto o nich słyszał, a już na pewno nie słyszeli o nikim, kto by tam był. Tego dnia Tatuś podjął decyzję: musimy tam polecieć. 

Czy potraficie odgadnąć, o jakim kraju jest mowa?
Mapa z zaznaczonym obszarem, który eksplorowaliśmy. 


czwartek, 11 lutego 2016

Od czego by tu zacząć...?

Witajcie!

Wiem, początek roku już dawno za nami, a ja tu zaglądam dopiero pierwszy raz... Ale wiele się działo u mnie przez ostatnie tygodnie i musicie mi wybaczyć tę nieobecność. Teraz już wszyscy jesteśmy na swoich miejscach, ja z Tatusiem w domku, Mamusia w pracy, i możemy na nowo podjąć opisywanie mojego świata. A świat ten barwy zmienia, rozrasta się, ewoluuje każdego dnia.

Od czego by tu zacząć?...

Może zacznę od samego początku :)

Nowy Rok przywitałam napojem musującym o smaku czerwonych jagód.


czwartek, 31 grudnia 2015

Zabaw hucznych nie urządzać...


Nowy Rok już tuż tuż. Wszyscy jesteście pewnie zajęci przygotowaniami, a może już się świetnie bawicie na sylwestrowym przyjęciu. Zatem niech będzie nam można życzyć Wam wszystkim:
* szampańskiego wejścia w Nowy 2016 Rok i szampańskich przeżyć w całym jego ciągu
* wielu wypraw w nieznane i tyle samo powrotów do domu
* zakopania toporów wojennych i odkopania prawdziwych skarbów
* odwagi w podejmowaniu wyzwań i szczerych wyznań miłości
* zdrowia, szczęścia, uśmiechu i wszystkiego co najlepsze!

Pozdrawiamy,
Alicja z rodzicami.

PS. Tytuł posta to nie fragment przykazania, a nawiązanie do jednego z przepisów kraju nas goszczącego, o którym więcej możecie przeczytać tutaj :) 

Do siego roku!


wtorek, 29 grudnia 2015

Patrząc wstecz...

Stary Rok już prawie za nami. Naszło mnie takie melancholijne uczucie i zachciało mi się spojrzeć na siebie jeszcze raz, zobaczyć jak przez ten rok się zmieniłam, co się ze mną i u mnie działo. I jeśli nie macie nic przeciwko temu, podzielę się tą moją melancholią z Wami :)

Oto 12 razy rok u Alicji w Krainie Ropy.




poniedziałek, 21 grudnia 2015

Właśnie skończyłam 3 lata!

Moi kochani,

Trzy lata temu, 21 grudnia 2012 roku, skończył się kalendarz Majów i istniało ryzyko, że skończy się też świat. Mamusia i Tatuś do dziś twierdzą, że tamten świat się naprawdę skończył, ale jednocześnie zaczął się nowy. Świat z Alicją:)

Dziś skończyłam 3 lata. TRZY LATA, rozumiecie? To ponad 1000 wspaniałych dni, tysiące przebytych kilometrów, setki poznanych ludzi, a ja ciągle nie mam dość ;)

Życzyłabym więc sobie, żeby wszystko było tak, jak do tej pory: aby każdy dzień był szczęśliwy, każda podróż w nieznane ciekawa i bezpieczna, a każdy spotkany po drodze człowiek niech będzie moim przyjacielem :)

Właśnie skończyłam 3 lata!


piątek, 18 grudnia 2015

Listopad 4: Szarża przez Szardżę, cz. 3.

Ostatni dzień naszego pobytu w Szardży był słoneczny (jak oba poprzednie), intensywny (jak oba poprzednie), i ciekawy (jak wiadomo co ;) ). Szkoda nam było wyjeżdżać, ale obowiązki niestety nas wzywały. Rano po śniadaniu spakowaliśmy nasze plecaki i ruszyliśmy w ostatnią, zieloną trasę autobusową. Mieliśmy w sumie cały dzień na zwiedzanie, bo lot powrotny do Kuwejtu miał być dopiero po 18:00.

Wszystkie linie autobusowe dla zwiedzających mają co najmniej jeden punkt styczny, jest nim na przykład przystanek nr 1 przy Central Market (Central Souq I). Skorzystaliśmy z tego, żeby jeszcze raz rzucić okiem na to targowisko i wskoczywszy w autobus linii czerwonej na przystanku w okolicach hotelu, dojechaliśmy do Central Market, gdzie potem chcieliśmy wsiąść w linię zieloną. 

Według mapy i rozkładów jazdy umieszczonych na przystankach, autobusy linii czerwonej i zielonej zatrzymują się na przystankach co 45 minut (linii niebskiej co pół godziny). Nam wydawało się, że autobusy "czerwone" są na przystankach częściej, ale może po prostu linia zielona jest bardziej punktualna ;)

Zapraszamy w ostatnią szarżę przez Szardżę :)

Zatłoczone szardżańskie nabrzeże.


niedziela, 6 grudnia 2015

Listopad 3: Szarża przez Szardżę, cz. 2

W każdej rodzinie jest ktoś, kto rządzi. Jest ktoś do rządzenia finansami, do decydowania o czasie, miejscu, sposobie. Od niektórych decyzji jest Tatuś, od innych Mamusia, a kiedy pojawiają się dzieci, to często one zaczynają decydować gdzie, co i jak (ale nie za ile).

Tak samo jest w każdym państwie czy emiracie. W Szardży też.

Emirem Szardży od 1972 roku (z przerwą sześciodniową w czerwcu 1987 roku) jest Sultan III ibn Muhammad al-Kasim, posiadacz tytułu naukowego doktora z uniwersytetów w Exeter i Durham oraz autor wielu książek na temat historii regionu. Jest też autorem kilku sztuk teatralnych i gromadki dzieci (dokładnie szóstki, w tym dwóch synów).

Na zwiedzenie emiratu, którym pan al-Kasim rządzi, mieliśmy raptem weekend, więc następnego dnia wcześnie rano zerwaliśmy się, by wyruszyć na podbój Szardży.

W świetle dnia miasto prezentowało się równie pięknie, co w nocy.


wtorek, 1 grudnia 2015

Listopad 2: Szarża przez Szardżę, cz.1

Jeśli zapytacie kogokolwiek o Zjednoczone Emiraty Arabskie, zapewne kojarzyć je będzie z Dubajem lub Abu Dabi (ta druga nazwa to stolica Emiratów, celowo wymieniona na drugim miejscu - nawet ona przegrywa z Dubajem). Nikt, a na pewno niewiele osób będzie wiedziało, czym w tym układzie jest Szardża. Ja też nie wiedziałam, aż do pewnego listopadowego weekendu...

W listopadzie wypadała wizowa wycieczka Tatusia. Tata nie chciał się ze mną rozstawać i ku mojej uciesze udaliśmy się w tę wycieczkę wszyscy razem. Na szczęście, bo straciłabym wiele.

Naszym celem był emirat Szardża (Sharjah), trzeci pod względem wielkości w ZEA i jedyny który może się pochwalić dostępem do Zatoki Arabskiej i Zatoki Omańskiej. Emirat Szardża to miasto Szardża i kilka pomniejszych miejscowości. Od południa graniczy ze sławnym Dubajem, a od północy z emiratem Ajman, najmniejszym ze wszystkich siedmiu emiratów.

Szardża popołudniową porą.


niedziela, 29 listopada 2015

Listopad 1: Szarża przez Kuwejt.

Witajcie :)

Listopad do według kalendarza gregoriańskiego 11 miesiąc roku i ostatni miesiąc jesieni. Kończy się rok, nastaje zima, robi się coraz chłodniej, a w witrynach sklepowych pojawiają się bożonarodzeniowe dekoracje i ludzie powoli zaczynają przygotowywać się do Świąt.

Według kalendarza muzułmańskiego jest to przełom pierwszego i drugiego miesiąca roku (Nowy Rok przypadł tu 14 października). Pierwszy miesiąc nazywa się Muharram, czyli "zakazany" (w dawnych czasach zakazane było prowadzenie w tym miesiącu walk plemiennych, stąd nazwa). Drugi miesiąc to Safar, czyli "żółty". Przed reformą Mahometa miesiąc ten wypadał w lecie, kiedy wielu ludzi zapadało na żółtaczkę (żółtaczka - żółty ;) ).

Mój osobisty listopad do ostatni miesiąc przed urodzinami. Mam już prawie trzy lata, włosy długie po łopatki, rączki sprawne do lepienia z plasteliny i z ciasta, do malowania i sprzątania, nóżki sprytne w bieganiu i (niestety ciągle jeszcze) w upadaniu. W listopadzie działo się wiele, była istna szarża przez Kuwejt...

Listopadowe niebo nabrało soczystszych barw.


niedziela, 1 listopada 2015

Październik: z lata w jesień.

Październik zaczął się spokojnie. Czas upływał mi na zabawie, malowaniu, lepieniu pierogów. Do wieczora termometr wskazywał ponad 30 stopni w cieniu. Czasami zawiał wiaterek, czasami sypnęło piaskiem. Ale generalnie było lato. Wtem, gdzieś w ostatnim tygodniu miesiąca, bach! A raczej chlust! I grom z jasnego nieba. Dosłownie. Deszczu było co nie miara, aż niektórym zachciało się wyciągnąć z garażu łódkę i popływać ulicami, a innym odwołać zajęcia w szkołach i nauczycielom kazać przyjść tylko na kilka godzin do biura... ;)

Tak było w Krainie Ropy w październiku :) Szczegóły znajdziecie poniżej.

Październikowe rękodzieło.



środa, 23 września 2015

Wakacje 2015: Alicja Na Dachu Świata, część 4. / Summer 2015: Alice On Top of the World, part 4.

A sami Nepalczycy? To barwni, otwarci, ciepli ludzie, którzy uśmiechają się, bo tak czują, a nie bo tak trzeba.


Podobno pierwsza podróż do Nepalu jest dla gór. Drugim razem jedzie się tam dla ludzi. Coś w tym jest na pewno :)
What about the Nepalese? They are colorful, open-minded, warm-hearted people that smile because they want to and not because they have to.

It is said that the first visit to Nepal is for the mountains, but the second one is for the people. I'd really like to go there again :)
Uczniowie w drodze do szkół. My w drodze do Katmandu.
On their way to school. On our way to Kathmandu.