wtorek, 6 czerwca 2017

Alfabet 2016 roku: Alicja w Abu Dhabi.

To była moja ostatnia wycieczka w 2016 roku. Nie polecieliśmy daleko, bo do leżącego nieopodal Kuwejtu Abu Dhabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Nie polecieliśmy na długo, bo Mamusia dostała raptem 3-dniowy weekend wolny. I nie zwiedzaliśmy za wiele, bo podczas tego wyjazdu plan dnia ustalałam ja. A dlaczego? Bo tak! Bo w ten weekend kończyłam 4 lata ;)

Święta Bożego Narodzenia 2016.


środa, 24 maja 2017

Alfabet 2016 roku: K jak Kuba, cz. 4 - ostatnia.

Przyszła pora zakończyć moją kubańską opowieść i pożegnać się z wyspą jak wulkan gorącą. Minął prawie rok od tego wyjazdu, dużo się zdarzyło, niejedno nowe miejsce poznałam, ale wyjątkowość Kuby sprawia, że zajmuje ona w moich wspomnieniach szczególne miejsce. Jeśli będziecie mieć okazję tam polecieć, nie wahajcie się ani chwili. Kuba jest wyjątkowa.

Przystanek 9: Santiago de Cuba

Fidel wita w Santiago.


piątek, 5 maja 2017

Alfabet 2016 roku: K jak Kuba, część 3.

Witajcie,

Długo się nie widzieliśmy, ale wreszcie znalazłam (a raczej Mama znalazła) czas, żeby zabrać Was z Sancti Spiritus w dalszą podróż po Kubie. Ruszajmy więc bez zbędnych wstępów ;)

Przystanek 6: Camagüey

W drodze do Camagüey.


piątek, 30 września 2016

Alfabet 2016 roku: K jak Kuba. Część 2.

Mieszkańcy Kuby i Zanzibaru, choć żyją daleko od siebie, mają bardzo wiele wspólnego. Prowadzą proste życie, są pogodni, uśmiechnięci, nigdzie się nie spieszą, nie martwią się niczym, bo i po co. Hakuna matata. Po co się martwić. Jak nie dziś, to jutro. Jak nie teraz, to później. Jak nie tak, to inaczej ;)

A jak w tej restauracji w Trynidadzie dopadnie cię senność, to się po prostu zdrzemnij.


wtorek, 13 września 2016

Alfabet 2016 roku: K jak Kuba, wyspa jak wulkan gorąca. Część 1.

W dalekie podróże zazwyczaj wybieram się z pewnym zielonym smokiem, Diplodokiem. Na moje nieszczęście, tym razem zapomnieliśmy go spakować. Na moje szczęście mam cudowną ciocię, Asię, która skontaktowała się z właścicielami Diplodoka (studio HumanArk), a oni wspaniałomyślnie zgodzili się oddać w moje małe rączki drugi egzemplarz smoka. Teraz mogłam spokojnie wyruszyć w podróż.

Podróż ze smokiem Diplodokiem.


Usprawiedliwienie.

"Droga Pani..., Drogi Panie...,

Proszę usprawiedliwić nieobecność mojej córki, Alicji, na blogu w dniach 8 marca - 13 września 2016. Powodem jej nieobecności było... Było niejedno. Poczynając od przyrostu obowiązków Mamy Alicji (czyli moich) w pracy, poprzez przyrost obowiązków domowo-zawodowych Taty Alicji, aż po wzrost zapotrzebowań samej Alicji. Wszystko to wpłynęło negatywnie na jej frekwencję, ale mam nadzieję, że poniższe wytłumaczenie okoliczności tejże nieobecności zostanie przez Panią/Pana zrozumiane i zaakceptowane, a sama nieobecność wybaczona i zapomniana.

A teraz niech sama nieobecna się tłumaczy.

Z poważaniem,
Mama Alicji."

Alicja jaka jest każdy widzi.


poniedziałek, 7 marca 2016

Alfabet 2016 roku: I, C, A, N. Część 4.

Sentinelczycy - ten tajemniczy lud pierwotny wywodzący się z Andamanów i Nikobarów - zamieszkują wyspę (jakby inaczej) Sentinel Północny. Wyspa ma powierzchnię 72 km kwadratowych i zasiedla ją (według różnych szacunków) od 50 do 400 lub od 250 do 300 Sentinelczyków (nikt dokładnie nie wie). Sentinelczycy porozumiewają się językiem sentinel, którego nikt oprócz nich nie zna. Kontaktów ze światem zewnętrznym utrzymywać nie chcą (na obcych reagują wręcz agresywnie), nie interesuje ich nawet pomoc humanitarna. Oficjalnie ich wyspa wchodzi w skład terytorium Indii, w praktyce Sentinelczycy pozostawieni są sami sobie, tak jak tego sobie życzą, i nie są w żaden sposób kontrolowani. W sieci możecie znaleźć różne historie dotyczące prób kontaktu z nimi - według jednej z nich rybacy, którzy rozbili się u wybrzeży Sentinela Północnego, z(a)ginęli bez wieści. Sentinelczycy potrafią z łuków strzelać do samolotów. Wyobrażacie sobie więc jak bardzo nie chcą, aby świat zewnętrzny zakłócał im spokój.
Sentinelczycy nie są jedynym ludem pierwotnym zamieszkującym Andamany. Jest jeszcze kilka innych ciekawych plemion (Andamańczycy, Jarawa, Jangil, czy Onge). My na własne oczy mogliśmy zobaczyć przedstawicieli jednego z nich - Jarawańczyków. Niestety dowodów tego spotkania nie mamy żadnych, a było ku temu kilka powodów. O szczegółach przeczytacie poniżej.
Za czym kolejka ta stoi? Za bramą na drodze prowadzącej przez tereny plemienia Jarawa.