niedziela, 7 grudnia 2014

Co nowego w Kuwejcie?

Witajcie.

Jest już połowa grudnia i właśnie uświadomiłam sobie, że niedawno minął rok, od kiedy zamieszkałam z rodzicami w Kuwejcie. Wiele się przez ten czes zmieniło, ja też się dużo zmieniłam. A na dodatek za chwilę skończę 2 lata. Trzeba podsumować ostatnie wydarzenia z mojego życia, by za kilkanaście dni móc rozpocząć nowy etap i zacząć kolekcjonowanie nowych wspomnień :)

Guiyang (Chiny), grudzień 2012                              Yantai (Chiny), lipiec 2013
 






Kuwejt, styczeń 2014                                                          Kuwejt, październik 2014

Kiedy przenosiliśmy się na Bliski Wschód, nie umiałam jeszcze chodzić. Raczkowanie opanowałam jeszcze na wakacjach w Yantai, ale tylko na tyle starczyło mi wtedy energii w moich króciutkich nóżkach. W Kuwejcie dopiero nastąpiły wielkie zmiany - zaczęłam chodzić, dorobiłam się kilku nowych zębów, pary kolczyków, długich (jak na moje możliwości) włosów i wielu wielu innych rzeczy. Nauczyłam się między innymi otwierać drzwi, ściągać smoczka z blatu kuchennego, a także korzystać z prysznica.
A z prysznica korzystam tak.
Upadanie też mam już opanowane.
Grzecznie oglądamy z misiem bajki.
Śpimy z misiem po bajce.
Gotowa na urodziny kolegi.
Rysujemy kotki z mamusią.
Przez ten rok udało mi się odwiedzić kilka nowych krajów, a także poznać bliżej moje obecne podwórko, czyli Kuwejt. To fakt, nie ma tu zbyt wiele do roboty, ale jeśli się tylko chce (...bardzo chce...), każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego ;)
W każdym większym kuwejckim centrum handlowym znajdzie się miejsce, gdzie zmęczone mamy mogą chwilę odpocząć, a pełne energii dzieci wyżyć się i zmęczyć. Mówię o placach zabaw. Mamusia mi opowiadała, że kiedy ona była mała, takie place zabaw były na świeżym powietrzu. Tu też takie są, ale latem korzystanie z nich staje się niebezpieczne. Klimat Kuwejtu wymusza budowanie placów zabaw wewnątrz budynków, co ma swoje plusy (szczególnie latem). Są też oczywiście minusy (może nawet jest ich więcej niż plusów). Przecież najfajniej jest przy okazji zabawy pooddychać świeżym powietrzem, pobiegać boso po trawie czy piasku, albo popluskać się w morzu.
Plac zabaw w jednym z centrów handlowych.
Najbardziej mi się tam podobały pojazdy.
A to już plac zabaw na świeżym powietrzu.
Niektóre z tych sprzętów miały nalepkę "Made in Poland."
Jeden z plusów zewnętrznych placów zabaw - bliskość plaży i morza.
Zbieram muszelki.
Tatuś pomógł mi zostawić tam mój ślad.
Raz na placu zabaw spotkałam panią, która przyszła tam na spacer ze swoim pupilem - papugą.
Z mamusią szukamy muszelek.
Zachody słońca oglądane z odkrytego placu zabaw też są lepsze niż te oglądane z krytego.
Odkryliśmy dużo nowych miejsc z rodzicami, niektóre przez przypadek, a niektóre dzięki różnym wujkom i ciociom. Takim nieprzypadkowym miejscem była strzelnica, na którą zabrali nas ciocia Ania i wujek Ali. Ja niestety jestem za młoda, żeby bawić się bronią, ale moi rodzice są już duzi i mogli zobaczyć po raz pierwszy (Mamusia) lub przekonać się po raz kolejny (Tatuś), jak to ciężko trafić w cel ;)
Na strzelnicy, jak to na strzelnicy, głośno jest. Wejście bez takich wielkich słuchawek to duże ryzyko. Ja siedziałam na zewnątrz i słuchawki miałam na uszkach, ale i tak było głośno.
Od lewej: Tatuś (pistolet 9 mm), wujek Ali (45 mm), i ciocia Ania (9 mm).
Wszyscy dobrze się tam bawiliśmy, a my - dziewczynki najbardziej. Ciocia Ania okazała się najlepszym strzelcem. Mamusia, która wybrała rewolwer kalibru 38 mm, też dała radę strzelić kilka razy w samą dziesiątkę. A ja miałam okazję pobyć trochę poza domem, na świeżym powietrzu i zobaczyć coś zupełnie nowego.

Następna wycieczka została zaplanowana przez ciocię Laurę. Pewnej soboty zabrała mnie i rodziców na targ, który odbywa się w pierwszą sobotę miesiąca, od listopada do kwietnia. Targowisko otwierane jest na dachu pewnego budynku w centrum Kuwejtu i nazywa się Qout Market (http://www.qoutmarket.com/). Można tam zakupić wytwory rąk kuwejckich, jak obrazy, perfumy, kwiaty, itp. oraz spróbować i zakupić różne produkty żywnościowe wytwarzane na farmach z naturalnych produktów. Polecam i spacer i to próbowanie, bo niektóre rzeczy są naprawdę pyszne.

Cout Market na dachu budynku w centrum Kuwejtu. Tej soboty było tam naprawdę gorąco.
Juicy Wieners specjalizują się w wyrobie soczystych kiełbasek. Oczywiście można tam spróbować nie tylko kiełbasek ;)
Kącik z płytami gramofonowymi, obrazami, grafikami, itp.
Dżemy domowej roboty.
Kawowe kosze.
Dla udowodnienia, że miody są naturalne, przywieziono wytwórczynie tego pysznego złotego płynu.
Złoty płyn zamknięty w słoikach i gotowy do dystrybucji ;)
Wszystkie produkty z tego targu mają być świeże i naturalne.
Kącik dla dzieci, gdzie można było wydoić sztuczną krowę.
Stoisko z nasionami i roślinami.
Kwiaciarnia.
A na zakończenie odpoczynek na zielonych pufach.
Z targu poszliśmy na krótki spacer i lekką przekąskę,....
... która wdzięcznie nazwana została "Obama Burgers" (tylko dlaczego te bułki są zielone...?)
Niedługo będę miała dla Was kolejną porcję zdjęć i nowinek z Kuwejtu, a także opowiem Wam o katarze Tatusia. Do zobaczenia!

Buźka :*


1 komentarz:

  1. Bazary-sklepy wyglądają ładnie, poukładane wszystko, czysto, sensowna ekspozycja. I wygląda na to, że Ala nie będzie miała zakodowane, że jak święta, to Last Christmas i wszędzie Mikołaje.

    OdpowiedzUsuń