wtorek, 20 maja 2014

Humor z zeszytów. Albo raczej bez zeszytów.

Studenci, których uczę, do pilnych nie należą ;) Książka w ich rękach to rzadki widok, szczególnie gdy koniec semestru jest coraz bliżej. Zeszyty w zasadzie też nie są tu używane. Dlatego ciężko mówić o humorze z zeszytów ;) Długopis? A po co mi długopis? Miss, zapomniałam dziś (vel został w samochodzie, vel ktoś mi ukradł). Każda wymówka jest dobra. Słyszałam nawet, że niektórzy studenci (-nci, nie -ntki!) tłumaczą swoją nieobecność bólem głowy tudzież zmęczeniem. I dziwią się, kiedy my (biali) się temu dziwimy ;)

Zeszytów nie ma, ale humor pozostaje ;)

Prezentacje na koniec semestru. Każda grupa złożona z 3 studentów dostała temat, na który należało nakręcić filmik i przygotować krótką mowę. Ta grupa postarała się o coś więcej. Teraz już wiecie, co mogło zabić tego dinozaura ;) (cukier, ewentualnie cholesterol)


 
Zadanie na próbnym egzaminie z gramatyki: przepisz zdania w mowie niezależnej używając mowy zależnej (czyli np. ze zdania "On powiedział: "Nie lubię poniedziałków" zrobić zdanie "On powiedział, że nie lubi poniedziałków".) Odpowiedzi na pkt. 1 i 3 są najciekawsze, aczkolwiek gramatycznie zupełnie niepoprawne ;)
Do zobaczenia w kolejnym wpisie :)
Cześć!


2 komentarze:

  1. Studenci wydają się wykazywać całkiem zaawansowane poczucie humoru, pierwsze naprawdę świetne :) Jak widzę, gramatyka z różnych poziomów nauczania stanowi jednak dość wrogie zjawisko. W piątym 'books' nieco jak 'boobs' wygląda...

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, my też mieszkamy w Kuwejcie i nawet poznaliśmy się w ambasadzie.Fajny blog.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń