sobota, 14 grudnia 2013

Dziś będzie o...

Cześć, wszystkim :)

Postanowiłam, że napiszę do Was jeszcze raz w tym tygodniu. Krótko będzie, obiecuję. Opowiem Wam trochę o szkole mamusi. Nigdy tam nie byłam, ale mam kilka zdjęć i opowieści mamusi, więc zaczynajmy ;)

Jak już wspominałam kiedyś, szkoła mamusi to American University of The Middle East (w skrócie AUM). W skład uniwersytetu wchodzą w zasadzie dwie szkoły: AUM i ACM (American College of the Middle East). W tej drugiej pracuje moja mamusia, razem z innymi instruktorami przygotowują studentów do rozpoczęcia studiów w koledżu. Wspominałam Wam, że mama uczy pisania?

Jeden z budynków na terenie szkoły. Każdy ozdobiony jest jakimś hasłem, ten też.



Na środku placu znajdują się boiska, mały basen, i mały park palmowy.
A to już ACM. Na pierwszym piętrze, po lewej, znajduje się biuro mamusi.
Oto i biuro w pełnej okazałości. Pracuje w nim ok. 20 osób.
A przy tym biurku pracuje moja mamusia.
Ostatnio studentki mamy pisały jakiś egzamin, i teraz mamusia mówi, że tonie w papierach.
To, że szkoła ma w nazwie słowo "amerykański" nie oznacza wcale, że uczą w niej sami Amerykanie. Wręcz przeciwnie, większość wykładowców to nie-Amerykanie. I tak koleżanki i koledzy mamusi są w większości z Turcji, Gruzji, Serbii, Egiptu, Libanu, Indii, Francji, Australii, jest kilka nauczycielek z Kuwejtu lub innych krajów muzułmańskich. Jest też jedna pani, której mama jest Polką a tatuś Brytyjczykiem, no i jest oczywiście ciocia Laura z Ameryki, która nosi polskie nazwisko (ona jest najbardziej amerykańskim nauczycielem w biurze mamusi!). Aaa, a na imprezie w Ambasadzie Polski spotkaliśmy jeszcze jedną panią, która uczy w AUM, i pochodzi z Ukrainy.

Szefowa działu mamusi to doktor Nino. Pochodzi z Gruzji i ma półtorarocznego synka, Alexa, który urodził się w Kuwejcie. Jeszcze go nie poznałam, ale mamusia miała okazję go spotkać i mówiła, że to bardzo fajny chłopiec. Mam nadzieję, że kiedyś się spotkamy :)

Ja i szefowa mamusi.
W grudniu, jak wszyscy wiecie, jest Boże Narodzenie i przychodzi Mikołaj. Do szkoły mamusi też przyszedł (tak dokładnie, to każdy z nauczycieli z biura mamusi losował osobę, której miał zrobić prezent, więc tych Mikołajów było... ze dwudziestu). Prezentem miało być coś do jedzenia przygotowane własnoręcznie przez "Mikołaja". W tym tygodniu we czwartek mikołajowe prezenty zostały zniesione do jednej sali i wszyscy mogli spróbować, jak Mikołaje z różnych krajów gotują (pieką, smażą, itp.) Mamusia razem z tatusiem przygotowała sałatkę wielowarzywną, która wyglądała tak:
Pani, dla której mamusia jest sekretnym Świętym Mikołajem, ma na imię Fatma.
A to ciastko, które ciocia Laura zakupiła dla pani Betul z Turcji.
Sekretny Mikołaj mamusi przygotował dla niej pyszne pierożki z sosem czosnkowym. Było ich tak dużo, że każdy mógł ich spróbować.
W tym tygodniu jest druga część mikołajkowych prezentów. Tym razem trzeba przygotować dla swojego "wybrańca" prezent ręcznie zrobiony. Ciekawa jestem, co też mamusia przygotuje...? Zobaczymy niedługo ;)

Tyle o szkole mamusi. Jeśli macie jakieś pytania, pytajcie, przekażę je mamusi i na pewno odpowiem na wszystkie. A tymczasem miłego weekendu Wam życzę. Do zobaczenia wkrótce! :*

I na zakończenie jeszcze tradycyjnie ja ;) Cześć!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz