Wydaje się, że półtora miesiąca to tak dużo czasu. Przecież to w sumie 6 tygodni, czyli jakieś 42 dni! Przez ten czas można i nic nie robić, i dobrze się bawić, i poznać niejedno nowe miejsce i niejedną nową koleżankę. Można zapomnieć o bliskowschodnich upałach, braku podwórka, o zamkniętych plażach, można nauczyć się lepić pierogi, ubijać kotlety, robić zdjęcia, jeździć na taczce i na słoniu, dowiedzieć się, co to jest choroba lokomocyjna, Warszawskie Kombo Taneczne i gdzie zjeść dobrą soliankę. Tylko gdzie w tym wszystkim jest czas na odpoczynek? :)
Tego na wakacjach nie znajdziecie łatwo ;)
|
Wisła z Mostu Śląsko - Dąbrowskiego w Warszawie. |
|
W te wakacje picie ze szklanki opanowałam do perfekcji. |
|
Pozowanie też mi nieźle wychodzi. |
W pierwszy weekend po przyjeździe Mamusi byliśmy w Warszawie. A w drugi weekend Tatuś zorganizował nam wyjazd kulturalny do Kazimierza Dolnego, gdzie poznałam wujka Grzesia i Kaczora Donalda w jego wykonaniu, spacerowałam wzdłuż Wisły i między festiwalowymi namiotami oraz pierwszy raz w życiu widziałam na żywo Warszawskie Kombo Taneczne, do którego utworu "Ach, te Rumunki" często w domu tańczę.
|
Postój w drodze do Kazimierza. |
|
Barka Wikingów zacumowana przy brzegu Wisły. |
|
Idziemy w stronę festiwalowego miasteczka. |
|
Kazimierzowski rynek. |
|
W tę podróż pojechała z nami pluszowa Peppa. |
|
Panorama Kazimierza z hotelowego dachu. |
|
"Ach, te Rumunki" w wykonaniu Warszawskiego Komba Tanecznego. |
Trzeci weekend był równie wyjątkowy. Ale zanim nastał, spędziłam kilka dni w spokoju, u babć. A babcie to mam - musicie wiedzieć - cudowne. Opiekowały się mną cierpliwie, znosiły różne moje humory i nastroje, towarzyszyły w zabawach, pomagały, uczyły, pilnowały. Słowem - moi rodzice mieli wakacje.
|
Odkrywałam ukryte funkcje lustra. |
|
Uczyłam się robić zdjęcia. |
|
W budowie tego pomnika brał ponoć udział mój dziadek. |
|
Prace w ogrodzie. |
|
Wizyta w wyremontowanym parku tuż przed oficjalnym otwarciem. |
|
Bujam się. |
|
Przejście graniczne Hrebenne - Rawa Ruska. Wiecie już, gdzie pojechałam? |
|
Prospekt Swobody we Lwowie. |
|
Opera Lwowska, a dokładniej Lwowski Narodowy Akademicki Teatr Opery i Baletu im. Salomei Kruszelnickiej. |
|
Rockowe kawałki w wykonaniu tego astronauty sprawiały, że tańczyłam. |
|
Pozostałość po Euromajdanie. |
|
Pomnik Adama Mickiewicza w tle. |
|
Sklep z artykułami dla dzieci. Miś nie był do kupienia, niestety. |
|
Ale plac zabaw dostępny był dla wszystkich, za darmo. |
|
Kategoria: POJAZDY. Turystyczna karoca. |
|
Ciuchcia do smażenia kasztanów. |
|
Lwowski tramwaj. |
|
Targ pamiątek. |
|
Kawiarnia FIKSAŻ - muzeum aparatów fotograficznych. |
|
Deptak. |
|
Ganianie gołębi w Parku Stryjskim. |
|
I * LVIV. |
Byłam już bardzo zmęczona tym podróżowaniem. Dlatego ostatnie dni pobytu w Polsce spędziłam w jednym miejscu, u babć. Bez przemieszczania się, w spokoju pożegnaliśmy się z rodzinnymi stronami Mamusi i wróciliśmy do Kuwejtu. Ale, jak się niedługo przekonacie, powrót był to jedynie pozorny.
|
Oczko wodne u sąsiadów babci. |
|
Romantyczna przejażdżka samochodem elektrycznym. |
|
Wizyta u Ziejków :) |
|
Kotlety dla Taty. |
|
Nocleg nad Morzem Śródziemnym. |
|
Lot do Kuwejtu. Nie pierwszy i nie ostatni tego lata. |
Wszystkim, którzy z nami przez ten czas byli, dziękujemy serdecznie za nasze piękne polskie wakacje. Sprawiliście, że były niezapomniane i wyjątkowe. A Babciom i Cioci należą się medale zasługi za to, co ze mną przeszły i za to, że chcą to przechodzić jeszcze nie raz ;) Kochamy Was mocno :***
Do usłyszenia wkrótce! Papa :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz